niedziela, 14 lipca 2019

Luźne przemyślenia prawnika część 1. Co ludzie zarzucają prawnikom?

Mam 41 lat i od paru lat prowadzę kancelarię radcowską.
Prawnikiem, jestem nietypowym, bo aplikację radcowską nie robiłem tuż po studiach ale 7 lat później.
A żeby było jeszcze bardziej oryginalnie, to nie pracowałem nigdy w żadnej kancelarii (nie licząc własnej), za to w trakcie aplikacji byłem kierownikiem projektu w dużym przedsiębiorstwie (m.in. nadzorowałem Grupę Kapitałową) i przewodniczącym Rady Nadzorczej w innej Spółce. Co powodowało, że w trakcie zajęć z kodeksu spółek handlowych, jako jeden z niewielu, miałem doświadczenie praktyczne.

Moja droga do zawodu prawnika powoduje, że patrzę na problemy prawne z ciut innej perspektywy niż większość radców prawnych czy adwokatów. Ja po prostu znam z autopsji perspektywę przedsiębiorcy, który przychodzi do prawnika z problemem.

Tyle słowem wstępu, a teraz pora na danie główne ;-)

Zastrzegam tylko, że to są moje luźne przemyślenia i obserwacje :-) i mogę się mylić :-)
w końcu nawet Bogowie są omylni, a ja jestem "tylko" prawnikiem :-)

Co ludzie zarzucają prawnikom?
1) prawnicy za dużo gadają i za dużo piszą, zamiast udzielić krótkiej odpowiedzi,
2) za dużo obiecują albo nie dają gwarancji,
3) są mało komunikatywni/nie rozumiem co napisali lub powiedzieli,
4) są za drodzy,
5) nie rozumieją biznesu.

Ad 1) Czasami mam wrażenie, że niektórzy prawnicy uważają, że płaci im się od strony a nie za odpowiedź. Kilkudziesięcio stronicowe opinie bywają bardzo ciekawe i pouczające ale dla biznesu są mało pożyteczne. Z drugiej strony moje 1-2 stronicowe opinie pewnie budzą grozę u prawników u których tyle zajmuje wstęp :-))
Często trzeba jednak klientowi wyjaśnić skomplikowany stan faktyczny i prawny.
Wtedy oczywiście opinia musi zająć te kilka-kilkanaście stron.

Ad 2) No cóż, ja zaliczam się do tej drugiej kategorii. Nigdy nie daję gwarancji, że wygram sprawę w Sądzie. Zawsze ostrzegam, że możliwa jest inna interpretacja. A szanse są w najlepszym razie fifty-fifty.
W życiu jest pewna tylko śmierć.
Prawnikowi płaci się za pomoc prawną. Za profesjonalną pomoc. A nie za wynik.

Ad 3) Jak usłyszałem ostatnio należy pisać prostymi słowami o skomplikowanych rzeczach.
Z prawnikami jest jednak tak, że jesteśmy przez ponad 8 lat uczeni by mówić i pisać językiem prawnym i prawniczym, powoływać się na orzecznictwo itp. itd.. To powoduje, że z jednej strony moi koledzy i koleżanki często inaczej nie potrafią. Z drugiej niektórzy uważają że inaczej nie wypada.
No cóż. Ja uważam że dobra komunikacja to podstawa. Ja piszę dla klientów a nie innych prawników. A klient ma zrozumieć to co dla niego napisałem.

Ad 4) To jest częsty mit. Z jednej strony jakość kosztuje. My prawnicy uczymy się 5 lat na studiach, 3 lata na aplikacji a potem przez całe życie. A to kosztuje. Mamy koszty kancelarii itd. I musimy na to zarobić (a przy okazji zarobić na życie).
Z drugiej strony wydatek na pomoc prawną to inwestycja w bezpieczeństwo a nie koszt. Taniej jest zapłacić kilkaset złotych za analizę umowy niż kilkaset tysięcy kary umownej. Lepiej zapłacić tysiące za pomoc prawną w procesie niż miliony w razie przegrania procesu.
Oczywiście prawnik nie daje gwarancji sukcesu ale zmniejsza ryzyko porażki.

Ad 5) Czasami prawnicy nie rozumieją biznesu. Ale zawsze można znaleźć takiego który rozumie.
Poza tym radzę rozmawiać z prawnikiem.
Ja uczę swoich klientów i uczę się od nich. Dzięki temu buduje zaufanie i mogę świadczyć lepszą pomoc prawną.

poniedziałek, 8 lipca 2019

Czy na czele Działu prawnego powinien stać prawnik?

Czy na czele Działu prawnego powinien stać prawnik? Powiem więcej prawnik z uprawnieniami, a więc radca prawny (adwokaci nie mogą pozostawać w stosunku pracy).

Jeszcze kilkanaście lat temu nikomu by nie przyszło do głowy stawiać takiego pytania. Było oczywistą oczywistością, że na czele Działu prawnego powinien stać radca prawny. Najlepiej najstarszy lub najbardziej szanowany. Każdy kto ośmieliłby się podstawić takie pytanie zostałby potraktowany jak heretyk.

Ale czasy się zmieniają i od szefa Działu prawnego wymaga się by był Przywódcą, znał się na zarządzaniu, zachowaniach ludzi w organizacji itd. Czy prawnicy są na to gotowi?

W poście "Po co zawodowemu prawnikowi MBA - czyli mocne i słabe strony zawodowych prawników" pisałem jakie są mocne i słabe strony zawodowych prawników.

Mocne strony to udzielanie pomocy prawnej. Tego nas uczą i to jest esencją naszego zawodu. To robimy w kancelariach i Działach prawnych - udzielamy pomocy prawnej.

Takie obszary jak zarządzanie, zachowanie ludzi w organizacji, przywództwo itp. są obce większości prawnikom. To są słabe strony naszej grupy zawodowej (oczywiście są wyjątki).

Dlatego coraz częściej na czele Działów prawnych stają nie prawnicy, a osoby które skończyły np. zarządzanie i znają się na tym, a nie na prawie. Ma to plusy - mamy do czynienia z profesjonalnym zarządzaniem komórką organizacyjną. Mamy minusy - taki szef nie ma wiedzy merytorycznej by nadzorować prawników i nie ma szansy by pełnił rolę partnera dla biznesu tak jak prawnik.

A co na to ustawa? (notabene to ukochane pytanie prawników).
Ustawa z dnia 6 lipca 1982 r. o radcach prawnych w art. 9 ust 1 mówi, że radca prawny wykonujący zawód w ramach stosunku pracy zajmuje samodzielne stanowisko podległe bezpośrednio kierownikowi jednostki organizacyjnej. Czytaj członkowi Zarządu (oczywiście w przypadku spółek w których jest Zarząd, w innych przypadkach będzie to Dyrektor, wspólnik, Prezydent Miasta itp. itd.).
Ustęp 2 mówi, że jeżeli jednostka organizacyjna zatrudnia dwóch lub więcej radców prawnych, jednemu z nich powierza się koordynację pomocy prawnej w tej jednostce. 
Z przepisów wynika, że na czele Działu prawnego powinien stać jednak radca prawny. I ten szef Działu prawnego powinien bezpośrednio podlegać pod członka Zarządu.

No ale żeby nie było tak prosto. Zgodnie z ust. 4 radcy prawnemu nie można polecać wykonania czynności wykraczającej poza zakres pomocy prawnej. A przecież zarządzanie Działem prawnym wykracza poza pomoc prawną. Nie mówiąc o tym, że zakres obowiązków Działów prawnych i radców prawnych w firmach powoduje, że zakres pojęcia pomocy prawnej cały czas się de facto rozszerza. A czasami wykonują oni czynności przekraczające pojęcie pomocy prawnej sensu stricto.

Powyżej jednak przedstawiłem wykładnię językową. Prawnik powinien jednak używać jednak również wykładni funkcjonalnej i celowościowej. 

Jeżeli zgodnie z art. 9 ust 2 radca prawny powinien koordynować pomoc prawną w jednostce organizacyjnej w której zatrudniono 2 lub więcej prawników to oznacza, że radca prawny powinien być kierownikiem Działu prawnego. Jeżeli powinien to może też wykonywać inne obowiązki kierownika. Bo inaczej przepis byłby bezsensu. A zakładamy, że mamy do czynienia z racjonalnym ustawodawcą.

Druga rzecz, że w prawie brak definicji pomocy prawnej. Art. 6 w ust 1. ustawy o radcach prawnych mówi, że świadczenie pomocy prawnej przez radcę prawnego polega w szczególności na udzielaniu porad i konsultacji prawnych, sporządzaniu opinii prawnych, opracowywaniu projektów aktów prawnych oraz występowaniu przed urzędami i sądami w charakterze pełnomocnika lub obrońcy.
Czyli sam ustawodawca zakłada, że są również inne czynności (nie wymienione w art. 6 ust 1) mieszczą się w pojęciu pomocy prawnej.
Według mnie pomocą prawną są też np. szkolenia z prawa (choć niektórzy prawnicy mają inne zdanie) lub kierowanie Działem prawnym, którego przecież głównym zadaniem jest świadczenie pomocy prawnej na rzecz jednostki organizacyjnej.

Co jednak z Działami prawnymi, którymi nie kieruje radca prawny lub radcami prawnymi nie podlegającymi bezpośrednio pod Zarząd. 
Na pewno koordynację pomocy prawnej powinien zajmować się radca prawny.
Na pewno radca prawny powinien być niezależny.
Na pewno radcy prawnemu nie można polecać wykonania czynności wykraczającej poza zakres pomocy prawnej (art. 9 ust 4 ustawy). 
Choć to co jest pomocą prawną a co wykracza poza nią bywa przedmiotem sporu.

No i nie ma de facto sankcji za to, że:
A) na czele Działu prawnego nie stoi radca prawny,
B) radca prawny nie podlega bezpośrednio pod kierownika jednostki organizacyjnej.

W niniejszym poście nie poruszam innych kwestii i problemów. Na przykład powierzanie Działowi prawnemu innych zadań, np. Compliance (choć akurat Compliance to według mnie pomoc prawna sensu largo).

Osobiście uważam, że na czele Działów prawnych powinien stać radca prawny, który łączy znajomość prawa z umiejętnościami z innych zawodów, np. zarządzaniem. Dobrze jeżeli ma ukończony kurs MBA i inne doświadczenie niż radca prawny.

A wy jak uważacie? Na czele Działu Prawnego powinien stać:
A) radca prawny posiadający największą wiedzę prawną i doświadczenie?
B) radca prawny posiadający umiejętności z innych zawodów?
C) doświadczony manager, a nie radca prawny?

wtorek, 25 czerwca 2019

Strategia w social mediach - próba polemiki

Kiedyś po popełnionym błędzie powiedziałem "Nobody is perfect"
Na co stary mądry nauczyciel mi odpowiedział "Who wants to nobody?"

Muszę się, przyznać, że moją drugą największą wadą, po ciekawości, jest umiłowanie dyskusji. W wyniku ostatniej dyskusji na LI zobowiązałem się napisać post o "Strategii w social mediach" jako pewną polemikę  i trochę jako uzupełnienie postu Pana Dariusza Użyckiego "Strategia w sieci - Armia Czerwona, Snajper, Hobbysta?" (LINK).

Na wstępie muszę się przyznać, że mimo, że planuję cykl o strategii ale o strategii w social mediach nie planowałem pisać. Pomimo tego, że trochę się tym zajmuję (na własne potrzeby) i trochę o tym czasami mówię (np. na ostatniej konferencji ILC - LINK).
Dlaczego nie planowałem pisać? Bo jest wiele więcej ciekawych tematów, no ale słowo się rzekło, a ja wyznaję zasadę "że pomiędzy ludźmi honoru umowa ustna jak pisemna".
Od razu zastrzegam, że usług w zakresie doradztwa marketingowe i social mediów nie świadczę. Są ludzie lepsi ode mnie w tych klockach.
Niniejszy artykuł powstał na podstawie moich paroletnich obserwacji, przemyśleń i działalności w social mediach. 

Ach ci prawnicy i ich asekuracja :-)
No dobra, po tym nudnym wstępie czas przejść do meritum.

Zacznę od tego, że autor artykułu "Strategia w social mediach" słusznie zauważył trzy główne strategie: Armia Czerwona, Snajper, Hobbysta. Mógłbym się czepiać, że brak strategii nie ma mnie (nazwijmy ją Uchodźca). No ale nie będę taki. Jakby stworzyć z nich trójkąt (lub z opcją Uchodźca stworzyli kwadrat) gdzie rogi wyznaczają czyste wersje wymienionych strategii to każdy z nas gdzieś na obszarze tej figury mógłby się znaleźć. Sądzę, że osób w samych rogach było by bardzo mało. 

No autor jest inżynierem i wojskowym, a Ci lubię wszystko upraszczać do przesady. Więc autor zrobił dwa błędy:
  1. zaliczył błędnie wszystko co nie jest armią czerwoną lub snajperem, w tym wszystko pomiędzy oraz wszystko co zmienia strategię (co nie jest zwykle dobrym pomysłem) do hobbystów,
  2. zapomniał/pominął wszystkie inne strategie.
Błąd nr 1 (i przy okazji nr 2) rozwiązała by koncepcja trójkąta (ewentualnie kwadratu), którą przedstawiłem powyżej.

Z błędem nr 2 jest taki problem, że strategii można by wymienić i z 1000, tylko było by to tworzenie bytów poza miarę. Postaram się więc stworzyć własną listę strategii obecności w social mediach. Tak by było krótko ale nie za krótko. 

Jaką według mnie ludzie mają strategię obecności w social mediach?
  1. top secret - nie ma ich w social mediach. Osoby te maksymalnie dbają o swoją prywatność. Niestety coraz częściej jest tak, że jak nie ma cię w internecie to nikt cię nie znajdzie. Po prostu w realnym świecie też cię nie ma. 
  2. szpieg Szoguna - podają o sobie minimum danych albo wcale, za to wszystko i wszystkich obserwują. I potem taka osoba zaprasza. Jedyne informacje to imię i  nazwisko (w wersji hard pseudonim). Innych danych i zdjęcia brak. No cóż. Nikt szpiegów nie zna i nie lubi.
  3. wojska paradne - te wypieszczone profile. Na LI wyglądają jak z żurnala. Normalnie profesjonalista w 200% aż mucha nie siada. Tylko nie wiadomo czy to ładny żołnierzyk czy gwardzista. Wygląda ślicznie. A w boju? No cóż nie wiadomo.
    Jest jeszcze wersja hard. Profil bez skazy. Posty tylko merytoryczne. Jak ktoś napisze coś z pogranicza biznesu np. o Polityce zaraz rzuca hasło "To nie FB". Normalnie jakby kij połknął.
  4. armia czerwona - każdy kto czytał post Pana Użyckiego wie o co chodzi. Oczywiście natężenie ognia, jego siła, skupienie, precyzja itp. bywa różna.
  5. snajper - jw.
  6. wojak Szwejk - to inaczej hobbysta. Zdjęcie kotka lub jakiś cytat umieści. Wakacjami się pochwali. Czasami coś podlinkuje ciekawego. Zresztą jw. 
  7. marines/specnaz - tu zagregowałem dość szeroka kategorię. To ludzie, którzy łączą różne narzędzia i taktyki by wykorzystać efekt synergii. Potrafią oddać snajperskie strzały by upolować konkretny cel. Potrafią też  zrobić burzę ogniową by maksymalnie szeroko zarzucić sieci lub zwrócić na siebie uwagę. Zwykle jednak walą krótkimi precyzyjnymi seriami. Planują ale i potrafią improwizować. Adoptują się do zmiennych warunków by wygrać. Radzą sobie w każdych warunkach. Zwykle zajmują się w pracy różnymi tematami. Więc napiszą trochę i o RODO i o Compliance i o prawie karnym i o prawie handlowym itp. Zależy co jest na topie lub akurat ich zajmuje,
  8. social ninja - eksperci i esperci od LI lub innych social mediów. Uczący innych jak z nich korzystać. Czasami powiedzą coś mądrego. Czasami dla rozrywki lub treningu ścieram się z nimi. 
Ja widzę siebie, na LI, jako marines (do speznazu lub Fok trochę mi brakuje - może w przyszłości). Narzędzia dobieram w zależności od potrzeb i możliwości. Napiszę i mocno specjalistyczny artykuł o publicznym transporcie zbiorowym do wąskiego grona i pochwalę się konferencją lub dyplomem miniMBA by zbudować zasięgi. Zwykle jednak piszę posty dla szeroko pojętego biznesu.
Zresztą w grach fabularnych, moje postaci to też postacie, które potrafią sobie poradzić w różnych warunkach. I Bossa pokonają i hordę. Walczą i z dystansu i w zwarciu. No ale miało być o social mediach a nie grach :-)

Oczywiście każdy może skrócić, rozbudować lub zmodyfikować powyższą listę strategii w social mediach.  

Na koniec chciałbym poruszyć jeszcze jedną kwestię. Po co jesteśmy na LI?
By znaleźć klientów? By znaleźć pracę? Poznać ciekawych ludzi? Nauczyć się czegoś? Utrzymać kontakt ze znajomymi? 
Strategia w social mediach powinna wynikać z tego po co jesteśmy w social mediach i kim jesteśmy.
 




środa, 19 czerwca 2019

Ciekawostki z prawa handlowego i nie tylko - odcinek nr 14

Za oknem blisko 30 stopni. Jednym słowem nie jest lekko. No ale nikt nie obiecywał, że będzie.
W prawie też nie jest łatwo. A od ostatniego odcinka Ciekawostek z prawa handlowego minął już miesiąc. No dobra to jedziemy z tematem. Dziś styl spartański, czyli krótko i na temat.

Ustawa o funduszu rozwoju przewozów autobusowych o charakterze użyteczności publicznej została ogłoszona przedwczoraj a wczoraj (18.06.2019 r.) weszła w życie. Treść ustawy znajdziesz TU. Z tą ustawą (jak pisałem wcześniej - TU) jest trochę tak jakby strażak najpierw coś podpalił a potem udawał, że gasi. Nawet wodę by lał, tyle, że nie tam gdzie trzeba. W Polsce od kilkunastu lat obserwuję zapaść publicznego transportu zbiorowego w Polsce powiatowej. O powodach pisałem już wielokrotnie. Jakby ktoś był zainteresowany dyskusją to zapraszam do kontaktu.

W dniu 5 czerwca br. zostało ogłoszone rozporządzenie Prezesa Rady Ministrów w sprawie trybu i sposobu realizacji zadań przez inspektora ochrony danych. Treść rozporządzenia znajdziesz TU.

Kończą się prace legislacyjne nad dyrektywą Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie ochrony osób zgłaszających przypadki naruszenia prawa Unii, potocznie zwanej Dyrektywą o sygnalistach. TU znajdziesz informacje na temat. Jak tylko zacznie cykać zegar, odliczający 2 lata napiszę więcej co to oznacza dla podmiotów zbiorowych.

Kontynuując temat sygnalistów polecam raport Fundacji Batorego na ten temat (LINK) oraz artykuł Pana Marcina Waszaka (LINK). Tak jak sam pisałem (TUTAJ) półtora roku temu wdrożenie skutecznych systemów whistlebloweringu (zgłaszania nieprawidłowości) będzie trudne, praco i czasochłonne w Polsce ze względu na Kulturę. Niezbędna będzie edukacja i zmiana Kultury a to zabiera czas. Jednocześnie cieszę się, bo lubię takie wyzwania :-) Na pewno będę o tym więcej pisał (i czytał :-))) )

Ostatnio przeczytałem ciekawy artykuł o  Dyrektywie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/1919 z dnia 26 października 2016 r. w sprawie pomocy prawnej z urzędu dla podejrzanych i oskarżonych w postępowaniu karnym oraz dla osób, których dotyczy wniosek w postępowaniu dotyczącym europejskiego nakazu aresztowania. Wynika z niego, że każdemu zatrzymanemu przysługuje od momentu zatrzymania prawnik z urzędu. Jednocześnie wynika, to wprost z Dyrektywy, bo Polska nie wprowadziła stosownych przepisów w Kodeksie postępowania karnego (kpk). Ponieważ nasze organy lubią stosować np. areszt w sprawach gospodarczych oraz zatrzymania polecam każdemu managerowi noszenie przy sobie numeru telefonu do dobrego karnisty. Siebie osobiście w tym zakresie nie polecam (postępowania karne to nie moja specjalność poza tym nie mogę być obecnie obrońcą w sprawach karnych) ale mogę polecić parę nazwisk w razie czego. W razie zatrzymania domagamy się telefonu do swojego prawnika i czekamy na niego. 

Zbliżają się do końca prace legislacyjne nad nowelizacją Kodeksu Spółek Handlowych (ksh), które mają między innymi wprowadzić do obrotu Prostą Spółkę Akcyjną (ku zgrozie doktryny - profesorów prawa handlowego) - TU znajdziesz informację o przebiegu prac i treść.  A TU mamy kolejny projekt zmiany ksh. Kodeksy powinno się zmieniać rzadko, powoli i w sposób przemyślany.
O Prostej Spółce Akcyjnej jeszcze napiszę.

Do tego forsowane jest mocno w Parlamencie zniszczenie Polskiego dorobku z zakresy prawa karnego materialnego. Nowelizację Kodeksu Karnego (kk) oceniam podobnie jak reszta doktryna jednoznacznie negatywnie. (TU link do procesu legislacyjnego, a TU link do opinii profesorów Uniwersytetu Jagielońskiego). Dziś więcej o tej fatalnej nowelizacji kk nie napiszę bo mam ochotę użyć słów powszechnie uważanych za wulgarne i obraźliwa, a jako radcy prawnemu nie wypada mi tego robić.

Natomiast projekt nowej ustawy o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych od stycznia br. leży w Sejmie i nawet nie został mu nadany numer druku. Może i dobrze.

Nie wiem jak moi czytelnicy, ale już wcześniej często negatywnie oceniałem proces legislacji w Polsce, ale to co się dzieje od 3 lat to tragedia. Wspomniany przeze mnie Kodeks karny był pisany przez parę lat przez wybitnych prawników (teoretyków i praktyków) a okres vacatio legis wynosił rok. Teraz zmiany uchwala się wbrew głosom ekspertów. Często cały proces legislacyjny skracając, wbrew przepisom, regulaminom i zwyczajom do jednej nocy. 
U Państwa w firmach i urzędach też rewolucyjne zmiany wprowadza się w nocy, bez przygotowania i pomijając ostrzeżenia oraz zastrzeżenia ekspertów?
Czy coś takiego może się dobrze skończyć? 




niedziela, 16 czerwca 2019

Co powinien zrobić przedsiębiorca by uniknąć błędów i czy jest to w ogóle możliwe?

W poprzednim poście zastanawiałem się czy Przedsiębiorca powinien mieć prawo do błędu (LINK).
Dziś chciałbym spróbować odpowiedzieć na pytanie: "Co powinien zrobić przedsiębiorca by uniknąć błędu i czy jest to w ogóle możliwe?".

Zacznijmy od końca. Czy można, jako przedsiębiorca w ogóle uniknąć błędów?

Prowadzenie biznesu wiąże się z ryzykiem. Z podejmowaniem 1001 decyzji w często niepewnej sytuacji i bez znajomości wszystkich faktów, powiązań, relacji itp. Dlatego każdy przedsiębiorca wcześniej lub później popełni błąd. Pytanie tylko:
1) Kiedy?
2) Jaki?
3) Jakie będą skutki?
4) Jak sobie z nimi poradzi?
Jednym słowem pytanie jak będzie zarządzał tym ryzykiem. Przed, w trakcie i po kryzysie.

Celem oczywiście jest minimalizowanie ryzyka. Niestety można je tylko minimalizować bo zlikwidować ryzyka się nie da. 

Jak zarządzać ryzykiem?

Na to najlepiej odpowiedzą osoby, które zawodowo się tym zajmują. Ponieważ jest RODO podam tylko linka do bloga o ryzyku (LINK). Choć naprawdę dobrych specjalistów nie jest dużo mam szczęście znać paru z nich :-))))

No ale miałem odpowiedzieć na pytanie: "Co powinien zrobić przedsiębiorca by uniknąć ryzyka?".

Krótka odpowiedź to: Ryzyka nie da się uniknąć, ale można je minimalizować, zarządzając nim. 

Komu się podoba ta odpowiedź? 

Naprawdę się nie podoba. Przecież jest taka profesjonalna. 

Dobra udzielę ciut dłuższej :-) i na pytanie "Jak przedsiębiorca powinien minimalizować ryzyka/błędy?".

Czy wiesz co jest najsłabszym ogniwem w każdej organizacji?
Człowiek

A czy wiesz co jest najsilniejszym ogniwem w każdej organizacji?
Też człowiek

Paradoks. Ale nie pierwszy i nie ostatni w życiu.

Uwaga - skupię się na małych i średnich przedsiębiorstwach. Duże przedsiębiorstwa raczej to wiedzą (no dobra powinny i nie moja wina, że bywa inaczej), a mikroprzedsiębiorstwa są mikro (mniej niż 10 pracowników lub obroty mniejsze niż 2 miliony euro) i faktycznie często na inwestycje je nie stać - choć są wyjątki.

Przypomniały mi się, w tym momencie, powiedzenia "Biednych ludzi nie stać na tanie rzeczy" i "Jeżeli prowadzenie Spółki profesjonalnie i zgodnie z prawem jest według ciebie za drogie to spróbuj to robić nieprofesjonalnie lub niezgodnie z prawem. Tylko potem nie płacz". Hmm. Zmieniłem zdanie - mikroprzedsiębiorców też to dotyczy.

Najkrótsza odpowiedź to przedsiębiorca powinien zatrudniać odpowiednich ludzi (o tym że powinien im odpowiednio płacić, szkolić, dbać, wymagać itp itd to nie będę pisał, bo to powinna być oczywistość - choć często nie jest). 

No i z tym zatrudnianiem odpowiednich ludzi przez przedsiębiorców to jest różnie.

Po pierwsze to przedsiębiorcy chcą płacić jak najmniej lub w ogóle nie płacić. Jakoś nie dociera do sporej ilości przedsiębiorców, że lepszy pracownik kosztuje więcej, ale to inwestycja a nie koszt.

Po drugie nie każdy przedsiębiorca wie kogo zatrudnić. 

Oczywiście każdy wie, że musi zatrudnić pracowników merytorycznych - ktoś na niego musi robić.

Zdecydowana większość wie, że z Urzędem Skarbowym nie ma żartów i zatrudnia księgową. O tym by zatrudnić doradcę podatkowego lub audytora już raczej większość nie pomyśli.

Podobnie większość wie, że kadrowa/HR się przyda. W końcu to wypełnianie papierów, prowadzenie teczek itp jest upierdliwe.

Dalej zaczynają się schody.

Spora część przedsiębiorców nie korzysta ze stałej profesjonalnej pomocy prawnej. Mnóstwo razy tłumaczę, że "Taniej jest zapobiegać niż leczyć" a stała pomoc prawna nie musi być droga i to jest inwestycja w bezpieczeństwo a nie koszt. I mnóstwo razy widzę, że ktoś płaci np. kilkudziesięciotysięczne kary umowne lub nie może wyegzekwować czegoś z umowy bo zaoszczędził kilkaset złotych miesięcznie na pomoc prawną (lub zaoszczędził tysiące a grozi mu strata milionów). 

A teraz spróbuj wytłumaczyć takiemu przedsiębiorcy, który nie korzysta ze stalej pomocy prawnej radcy prawnego/adwokata, że ma zatrudnić Oficera Compliance. Mission Impossible. Oj będzie wesoło jak w końcu uchwalą nową ustawę o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych i powołanie oficera Compliance będzie obligatoryjne w średnich i dużych przedsiębiorstwach.

Oczywiście jest jeszcze parę rodzajów specjalistów, którzy powinni być w przedsiębiorstwach a ich często nie ma, ale niech się sami dopiszą :-))) Obecne upały zbyt mnie wykańczają.

Oczywiście oprócz odpowiednich ludzi bardzo ważna jest Kultura Organizacyjna, Etyka, procedury, polityki itd. itp. Ale to jest post a nie książka.

Więc krótko. 
Przedsiębiorco chcesz unikać błędów i minimalizować ryzyka?
Zatrudniaj odpowiednich ludzi i dbaj o Kulturę swej organizacji.
A o szczegóły pytaj ekspertów i fachowców.
Zgodnie z przysłowiem "Kto pyta ten nie błądzi"






 
 
 

wtorek, 11 czerwca 2019

Czy przedsiębiorca powinien mieć prawo do błędu? A pracownik powinien mieć prawo do błędu?

W dzieciństwie, po lekturze mitologii greckiej Parandowskiego utkwiło mi w głowie zdanie: "Nawet Bogowie są omylni".
Dziś mając kilkadziesiąt lat doświadczenia życiowego i prawie 20 zawodowego wiem, że każdy się myli. Czasami mówię, że "Nie myli się tylko ten co nic nie robi", ale tak naprawdę  nic nie robienie bywa czasami większym błędem niż zrobienie czegoś źle.
Dziś chciałbym spojrzeć na prawo do błędu przedsiębiorcy i prawo do błędu pracownika z jednej strony wieloaspektowo, a z drugiej strony w pewien skrócony sposób.

Dlaczego przedsiębiorca w Polsce nie ma prawa do błędu?
Dlaczego jest często bezlitośnie ścigany przez administrację, w tym przez organy podatkowe za swe błędy?
Często niezawinione lub rzekome błędy.

Przecież zarówno np. w kodeksie karnym i kodeksie karnym skarbowym  jest między innymi zapisane, że nie stanowi przestępstwa czyn:
  1. którego społeczna szkodliwość jest znikoma,
  2. sprawcy, któremu nie można przypisać winy.
Do tego wszystkiego przepisy, zwłaszcza podatkowe są napisane fatalnie, niezrozumiale, non  stop ulegają zmianie. Co gorsze Organy potrafią nagle zmienić interpretację na niekorzystną dla podatnika/przedsiębiorcy.

Zasada, że wątpliwości rozstrzyga się na korzyść podatnika/przedsiębiorcy jest martwa, bo organ zwykle nie ma wątpliwości, że przedsiębiorca /podatnik jest winny i powinien zapłacić.

Co gorsze, w wyniku Kultury Braku Zaufania, co do zasady organy zakładają złą wolę podatnika/przedsiębiorcy.

Myślę, że to że przedsiębiorca nie ma w Polsce prawa do błędu wynika nie z przepisów a z Kultury.

My, Polacy, co do zasady nie ufamy sobie nawzajem. A przedsiębiorcę widzimy jako oszusta, złodzieja i drania. Mimo trzydziestu lat Demokracji i kapitalizmu nadal tkwi w mentalności urzędników, że przedsiębiorcę trzeba ścigać. Że kontrola, która nie zakończyła się nałożeniem kary finansowej to zła kontrola.

Cierpią w wyniku tego przedsiębiorcy, ich rodziny i my wszyscy. Bo to przedsiębiorcy są lokomotywą napędową gospodarki i kraju.

Oczywiście przedsiębiorcy też mają swoje za uszami. Spora część z nich robi co może by nie płacić podatków lub płacić jak najniższe. Wielu zarządza swymi przedsiębiorstwami jak folwarkiem. Zdarzają się wśród przedsiębiorców oszuści i złodzieje (jak wszędzie). Każdy z przedsiębiorców ponosi jednak ryzyko gospodarcze. A z ryzykiem związane są błędy. Jak mówi przysłowie "Kto nie ryzykuje ten nie wygrywa". Jednak przedsiębiorca powinien być karany gdy umyślnie i rażąco złamie prawo, a nie za błąd (zwłaszcza usprawiedliwiony i naprawiony).

Organy administracyjne, w tym podatkowe, powinny przede wszystkim pomagać i doradzać. Jeżeli ktoś się pomylił to powinien po zauważeniu tego lub po zwróceniu uwagi przez organ swój błąd naprawić - złożyć poprawiony druk, dopłacić itp. bez ryzyka i obawy poniesienia sankcji.
Organy powinny ścigać tylko tych, którzy naprawdę są przestępcami.
Niestety dziś zdarza się, że przestępcy są bezkarni a cierpią niewinni. 

Oczywiście prawo też wymaga zmian. Wiele błędów bierze się z jego kiepskiej jakości i ciągłej zmiany. Prawo podatkowe powinno być napisane od nowa. Powinno być proste, jasne, zrozumiałe i sprawiedliwe. Najlepiej jakby:
  1. były maks dwie stawki podatkowe
  2. opodatkowani byli by wszyscy (nie rozumiem, dlaczego np rolnicy nie płacą) na jednolitych zasadach
  3. opodatkowane były by wszystkie przychody i benefity (bo obecnie ludzie bogaci de facto nie płacą w ogóle podatków lub płacą bardzo niskie)
  4. roczna kwota wolna od podatku wynosiła dwunastokrotność minimalnego wynagrodzenia
  5. z ulg powinna zostać tylko ulga na dzieci lub rodzice powinni móc rozliczać się z nimi
  6. prawo podatkowe było zmieniane nie częściej niż raz do roku a vacatio legis trwało minimum półroku
  7. organy podatkowe za darmo wydawały interpretacje, wyjaśnienia itd - jeżeli ilość wniosków była by duża, to przepis powinien być uznany za niejasny i poprawiony
  8. itd.
Podobno w Cesarstwie Austro-Węgierskim było tak, że w parlamencie siedział zwykły człowiek (np. szewc, piekarz itp.). Jak parlament uchwalił ustawę to ten zwykły człowiek miał ją przeczytać i powiedzieć czy ją rozumie czy też nie. Jeżeli czegoś nie rozumiał to przepisy szły do poprawki. Mam wrażenie, że u nas większość ostatnio uchwalonych przepisów poszła by do poprawki.

Obecnie, niektórych przepisów prawa podatkowego nie rozumieją nawet prawnicy lub mają do nich wątpliwości. A co ma powiedzieć przedsiębiorca który, nie jest prawnikiem, a nie ma prawa się pomylić?

Reasumując nieważne czy duży czy mały, każdy przedsiębiorca powinien mieć prawo do pomyłki. Zwłaszcza, jeżeli w wyniku tej pomyłki nie wyrządził szkody lub jest ona mała i zostanie naprawiona.

No dobra a czy pracownik powinien mieć prawo do błędu?
Pracownik, który nic nie robi to pracownik, który nie pracuje. Zgodnie z zasadą "nie myli się tylko ten co nic nie robi" każdy pracownik wcześniej lub później się pomyli.
Należy więc postawić pytania:
  1. Czy i jak szybko pracownik poinformował o swoim błędzie?
  2. Czy pracownik zaproponował jak może/można naprawić błąd/zminimalizować koszty błędu? 
  3. Jakie były koszty błędu? 
  4. Czy błąd się powtarza? 
  5. Z czego wynikł błąd?
  6. itp.
A przede  wszystkim powinniśmy sobie postawić pytanie: Jaką Kulturę organizacyjną chcemy stworzyć?

Jeżeli pracownik bezzwłocznie poinformował o swoim błędzie, przedstawił od razu rozwiązanie problemu, koszty błędu nie były wysokie, błąd się nie powtarza i nie wynikł z rażącego naruszenia zasad to jestem w stanie warunkowo przyznać pracownikowi prawo do błędu. Oczywiście każdą sytuację należy oceniać indywidualnie.

Chciałbym zwrócić uwagę, że jeżeli pracownikom nie damy prawa do błędu, to błędy będą popełniać ale i ukrywać przed nami. W wyniku tego koszty błędów będą rosły i to bardzo. 
Jednocześnie jeżeli pracownikom nie damy marginesu na popełniania błędów to zabijemy ich samodzielności i asertywność. Z każdą duperelą będą nam zawracali głowę. Każdy kto zna się choć ciut na zarządzaniu, wie że ta droga prowadzi w jedną stronę - w przepaść.
 
Dlatego radzę w Kulturze organizacji pozwolić na błędy pracownikom - oczywiście w pewnych granicach, jednocześnie ucząc ich odpowiedzialności, samodzielności i umiejętności rozwiązywania problemów.

A co ty myślisz na ten temat?


poniedziałek, 13 maja 2019

Ciekawostki z prawa handlowego i nie tylko - odcinek nr 13

W 2010 r. została opublikowana ustawa o publicznym transporcie zbiorowym. Odpowiadałem wtedy od strony formalno-prawnej za Grupę Kapitałową w skład której wchodziły m.in. 3 PKS`y. Byliśmy pełni nadziei, że w końcu skończy się dzika konkurencja na drogach i rynek publicznego transportu zbiorowego zostanie ucywilizowany i uporządkowany. W końcu widzieliśmy szansę na przeżycie i rozwój PKS`ów.
Niestety ustawodawca zdecydował, że ustawa wejdzie w pełni w życie w 1 stycznia 2017 r. 
Dlaczego niestety? Bo oznaczało to zagładę wielu PKS`ów i likwidację tysięcy połączeń.
 
Pamiętam jak w 2015 r. otwierałem Kancelarię. Pełny nadziei, że ustawa lada moment wejdzie w życie i moja unikalna wiedza, jak udzielać zamówień na podstawie ustawy o publicznym transporcie zbiorowym przyniesie mi olbrzymie zyski. Zmontowałem zespół itd., zacząłem startować w przetargach, zaczęły wpływać zaproszenia do składania ofert i ..................................
W ostatniej chwili Ustawodawca przełożył termin pełnego wejścia w życie ustawy o rok, a później jeszcze o rok i jeszcze o rok ......
Cały pomysł na biznes okazał się nieaktualny. Ja sobie poradziłem. Gorzej, że zaczęły upadać kolejne PKS`y a duzi przewoźnicy typy Mobilis, Arriva zaczęli się wycofywać z tego rynku. Można powiedzieć, że w Polsce publiczny transport zbiorowy (poza miejskim i między dużymi miastami) dotknęła apokalipsa.

Rok przed wyborami rząd, który dorżnął publiczny transport zbiorowy (poprzez odroczenie wejścia w życie ustawy) ogłosił, że reaktywuje PKS`y na wsi. O projekcie ustawy pisałem parokrotnie (np. TU i TU).
W dniu 7 maja 2019 r. projekt ustawy o funduszu rozwoju przewozów autobusowych trafił do Sejmu i został skierowany do pierwszego czytania (TU masz link do druku sejmowego).
Ku mojemu zdziwieniu projekt uległ w trakcie prac legislacyjnych w rządzie dużym zmianom. Ale według mnie nie uratuje publicznego transportu zbiorowego w Polsce. Do tego potrzebna jest mądra zmiana ustawy o publicznym transporcie zbiorowym i jej pełne wejście w życie. A na razie nie widzę na to szans. Obym się mylił.


No ale przejdźmy do czegoś co tygryski lubią najbardziej, czyli Compliance i RODO.

Polskie Stowarzyszenie Prawników Przedsiębiorstw oraz kancelaria WKB Wierciński, Kwieciński, Baehr opublikowali raport "WEWNĘTRZNY DZIAŁ PRAWNY A COMPLIANCE - RAZEM CZY OSOBNO?". Oto LINK do raportu. Polecam lekturę. 
Dwie ważne myśli
  1. oficer compliance musi mieć odpowiednio wysoka pozycję w podmiocie (najczęściej jest na stanowisku Dyrektora),
  2. Compliance musi mieć zapewniony odpowiedni budżet,
inaczej grozi to, że system Compliance zostanie uznany np. przez pracowników, za pozorny.


Najwyższa Izba Kontroli opublikowała informację o zarządzaniu bezpieczeństwem informacji w jednostkach samorządu terytorialnego (LINK). Cytuję:
"Dane gromadzone i przetwarzane w bazach i systemach komputerowych urzędów gmin i miast, a także w starostwach są słabo chronione. Niestety urzędnicy nie przywiązują dostatecznej wagi do tego aby zapewnić ich bezpieczeństwo. Najwyższa Izba Kontroli podkreśla, że pomimo upływu kilku lat w urzędach nie nastąpiła poprawa w tym obszarze. Rodzi to uzasadnione obawy o bezpieczeństwo danych obywateli, zwłaszcza, że coraz więcej spraw załatwianych jest drogą elektroniczną, a administracja publiczna gromadzi i przetwarza coraz więcej danych w postaci elektronicznej.".

Dla samorządów mam na początek dwie rady: 
  1. zlecenie audytów powdrożeniowych Systemów Zarządzania Bezpieczeństwem Danych Osobowych,
  2. szkolenie pracowników.
Jakby ktoś z czytelników chciał skorzystać z moich usług w zakresie np. ochrony danych osobowych lub RODO to zapraszam do kontaktu :-)